Jan Nepomucen Beyzym urodził się 15 maja 1850 r. w rodowym majątku, w Beyzymach Wielkich na Wołyniu. Był najstarszym synem Jana i Olgi z hr. Stadnickich. Po ukończeniu gimnazjum w Kijowie, wstąpił w dniu 10 grudnia 1872 r. do nowicjatu Towarzystwa Jezusowego w Starej Wsi, k. Brzozowa (ob. woj. podkarpackie). Święcenia kapłańskie przyjął 26 lipca 1881 r. w Krakowie.

Przez blisko dwadzieścia lat pracował z młodzieżą: najpierw w Tarnopolu, następnie w słynnym Zakładzie Naukowo-Wychowawczym w Chyrowie, k. Lwowa. Wychowankowie darzyli go życzliwością i zaufaniem, on sam odpłacał troską, zwłaszcza wobec słabych i chorych w infirmerii, bez żadnego względu na swój charakter kapłański oddając im bardzo często nawet najniższe posługi. Uczył poza tym języka francuskiego.

Dowiedziawszy się o smutnej sytuacji trędowatych, mając lat blisko pięćdziesiąt, z własnej woli, powodowany jedynie heroiczną miłością bliźnich, postanowił poświęcić się pracy wśród odrzuconych. Tak pisał do generała Towarzystwa, o. Ludwika Martin SI:

Rozpalony pragnieniem leczenia trędowatych, proszę usilnie Najprzewielebniejszego Ojca Generała o łaskawe wysłanie mnie do jakiegoś domu misyjnego, gdzie mógłbym służyć tym najbiedniejszym ludziom, dopóki będzie się to Bogu podobało. Wiem dobrze, co to jest trąd i na co musze być przygotowany; to wszystko jednak mnie nie odstrasza, przeciwnie, pociąga ponieważ dzięki takiej służbie łatwiej będę mógł wynagrodzić za swoje grzechy. Moja Prowincja tylko na tym zyska tracąc "gałgana" do niczego niezdatnego - będę się starał, wedle sił i z Boską pomocą, wypełnić swoje obowiązki.
I znów:
Jak sobie wspomnę, że tyle tysięcy trędowatych tak silnie cierpi i umiera bez pomocy tak duchowej, jak i doczesnej, i że choć może tak niewiele, jednak zawsze coś Pan Bóg i przez mnie raczyłby tym biedakom dopomóc i ulżyć, to trudno mi czekać spokojnie tak długo na rozkaz odpływu.

(postawę i charakter Błogosławionego najlepiej oddaje jego własna korespondencja, toteż zostanie jeszcze przywołana, w skrótach).

Ze względu na wiek i nieznajomość języka angielskiego, nie udało mu się podjąć pracy w leprozorium w południowoindyjskim Mangalore. Pierwszą placówką, którą objął w styczniu 1899 r. był położony w pustynnym miejscu przytułek dla 150 trędowatych w Ambahivoraka, na Madagaskarze. Tak o tym pisał w kilka miesięcy po rozpoczęciu pracy:

Dziś się dowiedziałem, że rząd i krajowcy nie uważają trędowatych za ludzi, tylko za jakieś wyrzutki społeczeństwa ludzkiego. Wypędzają ich z miast i wsi, niech idą, gdzie chcą, byleby nie byli między zdrowymi - u nich trędowaty to trędowaty, ale nie człowiek. Wielu nieszczęśliwych włóczy się po bezludnych miejscach, póki mogą, aż wreszcie wycieńczeni padają i giną z głodu.

Bł. Beyzym zamieszkał z trędowatymi nie tylko po to, żeby ich karmić, pielęgnować i leczyć, ale i dla przełamania barier strachu, pogardy i bezduszności, odgradzających chorych od ich rodzin, sąsiadów i reszty społeczeństwa, w efekcie skutkujących śmiercią chorych z głodu i wycieńczenia.

Ale co najważniejsze, opatrując rany ciała, leczył dusze: zbliżał je do Boga przez modlitwę i sakramenty święte, szczególne miejsce przyznając nabożeństwu do Najświętszej Maryi Panny. Dla swoich czarnych piskląt, jak nazywał podopiecznych, zorganizował stałe duszpasterstwo, regularnie głosił katechezę i rekolekcje, propagował Różaniec św. i Szkaplerz. Jego pragnieniem było, aby trędowaci żyli i umierali jako dzieci Maryi. Wielką ufność i głębokie nabożeństwo bł. Beyzyma do Matki Bożej oddaje fragment jednego z jego listów, pisany na rok przed śmiercią, do redakcji Misji Katolickich:

Wreszcie za łaską Bożą szpital [w Marana] ukończony i 16 sierpnia 1911 r. zamieszkali w nim moi biedacy. Spieszę donieść Ojcu o tym i zaraz proszę, żeby Ojciec był łaskaw zamieścić obecny list w "Misjach Katolickich" dla uwiadomienia wszystkich naszych dobroczyńców. Matce Najświętszej podziękowaliśmy i ustawicznie dziękujemy za łaskę, jaką nam wyświadczyła, dając tak dobry przytułek; teraz w imieniu wszystkich trędowatych, którzy już korzystają ze szpitala i tych, co zeń korzystać będą, najpierw drogiemu Ojcu za jego tak gorliwe zajęcie się losem nieszczęśliwych trędowatych, potem wszystkim naszym łaskawym dobroczyńcom, za ich miłosierdzie i hojne jałmużny zasyłam stokrotne "Bóg zapłać!". Niech wam wszystkim razem i każdemu z osobna Matka Najświętsza po swojemu stokrotnie wynagrodzi za wszystko, co dla nas zrobiliście.
My odwdzięczamy się wam wszystkim, jak możemy i umiemy, w niegodnych naszych modlitwach, tj. ja we Mszy św., a moje czarne pisklęta w Komunii, różańcu, itp. Oprócz naszych wspólnych modlitw są jeszcze wyznaczeni co tydzień po kolei, którzy przystępują do Komunii św. i odmawiają koronkę wyłącznie za naszych dobroczyńców żywych i zmarłych. Krótko mówiąc, robimy co i jak możemy, żeby się odwdzięczyć naszym wszystkim dobroczyńcom, którzy nas w jakikolwiek sposób wspierają, ale że niewiele możemy, więc Matka Najświętsza uzupełni to po swojemu, o czym wcale nie wątpię, bo ten szpital jest wyłącznie Jej dziełem. Cywilizować się zaczęliśmy od Boga. Rano, gdy usłyszą dzwonek na wstawanie, zaraz przełożony sypialni woła głośno: "Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!", a wszyscy inni, jak katolicy tak poganie, odpowiadają: "Na wieki wieków. Amen". Tak samo przed spaniem, gasząc światło, najpierw pochwalą Pana Jezusa, a potem zabierają się do snu.
Usposobienie chorych w ogóle bardzo dobre, gorliwie garną się do Boga, posłuszni są zupełnie we wszystkim i wolę mają dobrą i chętną. Dałby tylko Bóg, żeby tak szło dalej. Mam wielką nadzieję, że tak będzie, bo rządzi nami sama Najświętsza Panna we wszystkim i wszędzie. Zna Ojciec dokładnie całe przejście tego szpitala od początku do obecnej chwili, zdaje mi się zatem, że Ojciec jest tego zdania, że nie jest to dzieło ludzkie, ale sama Najświętsza Panna założyła ten szpital i sama prowadzi to dzieło. Wszyscy tutaj, co znają nieco bliżej to dzieło, utrzymują jednomyślnie to samo.
Pokornie proszę o zapomogę wszystkich tych, którzy by chcieli dla miłości Pana Jezusa i Jego Najświętszej Matki ratować nieszczęśliwych trędowatych, jak co do ciała, tak i do duszy, a jest tych biedaków moc wielka na Madagaskarze. Jeszcze raz z całego serca dziękując Matce Najświętszej w imieniu nas wszystkich biednych trędowatych za Jej łaski, jakimi nas obsypuje, dziękuję drogiemu Ojcu i wszystkim naszym dobroczyńcom za wszystko, co dla nas robicie. Niech wam to Matka Najświętsza po swojemu wynagrodzi.

Jego heroiczna miłość ku chorym na trąd wyraziła się również w tym, że dla wybłagania łaski zbawienia jak największej liczby trędowatych i poprawy warunków, w których przyszło im żyć, prosił - jak sam wyznał - Matkę Bożą, aby raczyła dotknąć go porządnym trądem. Jako chory mógłby powiedzieć Pan Jezusowi: dałem duszę za moich braci (por. W tym poznaliśmy miłość Boga, że on oddał życie swe za nas i my powinniśmy oddać życia za braci, 1 List św. Jana, III, 16), jednak Matka Boża miała wobec Błogosławionego inne plany.

Po rozeznaniu sytuacji na wyspie, o. Beyzym oświadczył przełożonym, że niezbędny jest szpital, a nie takie jaskinie, jak te; doktor i siostry miłosierdzia lub inne zakonnice. Ta mądrość i szerokie spojrzenie na problem chorych na trąd miała kosztować nie dysponującego żadnymi funduszami zakonnika kwotę ok. 150 tys. franków. Nie mając żadnych środków, z synowskim zaufaniem zawierzył całkowicie dzieło Maryi i zwrócił się o pomoc do rodaków za pośrednictwem redakcji Misji Katolickich.

W regularnie pisywanych listach, z których przebijała ufność w pomoc Niepokalanej i miłość do cierpiących, przedstawiał sytuację trędowatych i postępy w działalności misyjnej. Warto nadmienić, że początkowo nie chciał pisać tych listów przekonany o własnej niegodności i widząc w tym niebezpieczeństwo dla pokory - zgodził się dopiero po namowach swojego współbrata i redaktora Misji, o. Marcina Czermińskiego SI, który tłumaczył o. Beyzymowi, że społeczeństwo zainteresowane korespondencją, hojnie odpowie na potrzeby misji i dostarczy środków potrzebnych do budowy leprozorium. Tak pisał:

Wiem, że moje listy coś trochę dobrego robią między ludźmi, bo mi o tym kilka osób pisało - Matka Najświętsza to wszystko robi. Mojej zasługi nie ma w tym, ani na zaprószenie oka, wszystko to bez wyjątku sprawa Matki Najświętszej. O sobie piszę i fotografie posyłam, bo musze, wymaga tego dobro moich czarnych piskląt. Choćbym jak chciał, to sobie nic zgoła przypisać nie mogę, bo wszystko bez wyjątku, nawet najdrobniejsze rzeczy w misji trędowatych, raczy robić sama Matka Najświętsza. Że moja niegodności raczy się posługiwać, to Jej rzecz; wiem, że na to nie zasłużyłem wcale, ale Najświętszą Panną jest, więc robi, co Jej się podoba i posługuje się kim chce.

Rzuca się wyraźnie w oczy to całkowite oddanie Matce Bożej i przypisywanie Jej właśnie wszelkich owoców pracy duszpasterskiej - postawa, którą dobrze znamy z pism św. Maksymiliana Marii OFM Conv. (Rajmund Kolbe, kapłan, męczennik, *1894 - †1942, założyciel Rycerstwa Niepokalanej, budowniczy Niepokalanowa w Polsce i w Japonii).

Wkrótce z Kraju pod zaborami i innych części świata zaczęły napływać datki i w ten sposób projekt budowy szpitala stał się realny. Udział w tym znaczny miała Matka Maria Ksawera od Jezusa OCD (Maria Cecylia z Grocholskich Czartoryska; na obrazie obok), fundatorka Karmelu przy ul. Łobzowskiej w Krakowie, która, niejako wzorem swojej zakonnej siostry - Teresy od Dzieciątka Jezus i Najświętszego Oblicza prowadziła działalność misyjną misji, bez opuszczania klauzury, głównie przez modlitwę i zdobywanie jałmużny.

Pod budowę szpitala o. Beyzym obrał miejscowość Marana, odległą o 7 km od Fianarantsoa, dokąd się przeniósł. Budowę rozpoczęto w styczniu 1903 r. Konsekwentnie realizował plan, pilnował przebiegu budowy szpitala i izb mieszkalnych, a czasem nawet sam wykonywał proste prace murarskie. Oprócz tego posadzono ok. 90 ha eukaliptusowego lasu.

Szpital pw. Matki Boskiej Częstochowskiej dla 150 chorych otwarto 16 sierpnia 1911 r. Do opieki nad trędowatymi zaproszono siostry ze zgromadzenia Świętego Józefa z Cluny, które nadal posługują w szpitalu. Chorzy i personel tworzą wielką rodzinę - codziennie wspólnie uczestniczą we Mszy Świętej.

Błogosławiony Beyzym swój życiowy program nakreślił w czasie prymicyjnego kazania w lipcu 1881 r.: ludzie pracujący dla zysku nie znają odpoczynku, wytchnienia, nie oszczędzają swych sił fizycznych, odmawiają sobie nieraz pokarmu i snu należytego, byleby tylko powiększyć swe mienie materialne. My Panu Bogu służymy, dla Nieba pracujemy! Nie powinniśmy dać się zawstydzić w pracy i poświęceniu ludziom służącym rzeczom doczesnym, żyjącym tylko dla ziemi. Wycieńczony pracą dla Nieba bez wytchnienia i surowym trybem życia, zapadł w sierpniu 1912 r. na febrę [wyjaśnić]. Odszedł do Pana w dzień św. Aniołów Stróżów, o godz. 6.45 rano, w czasie, gdy w Marana zazwyczaj rozpoczynała się Msza Święta. Miał 62 lata. Naoczny świadek, o. Niobey SI, pisze : scena, jaka się rozegrała w chwili, gdy chorzy uprzedzeni o śmierci swego Ojca, zobaczyli jego bezsilne ciało, okazała, jak głęboko byli przywiązani trędowaci do swego Ojca; płakali oni i łkali wszyscy, jak dzieci.

Obecnie, podobnie, jak za życia o. Beyzyma, punktem centralnym Marana jest kaplica, którą sam pobudował i w której króluje Matka Boska Częstochowska. Wspomina się tam o. Beyzyma i darczyńców z jego dalekiej Ojczyzny. Kiedy 1 maja 1989 roku na Madagaskar przybył Jan Paweł II, Mszę Święta odprawiana w Fianarantsoa zgromadziła ponad 100 tysięcy wiernych. Ojciec Święty sprawował Najświętszą Ofiarę używając kielicha o. Beyzyma i przed przywiezionym z Marana obrazem Matki Boskiej Częstochowskiej, oprawionym w ramę, wyrzeźbioną przez Błogosławionego.

Przemawiając do Ojca Świętego, Arcybiskup Gilbert Ramanantoanina S.J. ordynariusz Fianarantsoa powiedział: Ufamy, że Kościół sprawi nam pewnego dnia radość z powodu wyniesienia na ołtarze o. Jana Beyzyma.

Proces beatyfikacyjny Posługacza trędowatych toczył się w latach 1984-2002. Pragnienie Arcypasterza Fianarantsoa spełniło się po trzynastu latach - 18 sierpnia 2002 r. podczas Mszy Św. na krakowskich Błoniach Ojciec Święty Jan Paweł II dokonał beatyfikacji o. Jana Bezyma.

Poświęcenie i służba najnieszczęśliwszym z nieszczęśliwych zaowocowały nie tylko dziełem, które uczyniło bł. Beyzyma prekursorem współczesnej opieki nad trędowatymi, ale przede wszystkim przyniosło owoce duchowe nie do przecenienia. Stąd tak czytelne stają się słowa Jana Pawła II, który w czasie Mszy Świętej beatyfikacyjnej, nazwał nowego Błogosławionego wielkim misjonarzem, który pozwolił trędowatym poznać i zakosztować miłości Chrystusa.

Doczesne szczątki Błogosławionego znajdują się w sarkofagu w kaplicy szpitala w Marana. W Polsce szczególnym ośrodkiem kultu o. Beyzyma jest Bazylika Najświętszego Serca Pana Jezusa w Krakowie, przy ulicy Kopernika 26, gdzie znajdują się relikwie Misjonarza. Wspomnienie liturgiczne przypada w dniu 12 października.

Modlitwa o kanonizację

Boże miłosierdzia i Ojcze wszelkiej pociechy! Ty przez sługę swego Jana Beyzyma okazywałeś miłosierdzie i pocieszenie najnieszczęśliwszym spośród nieszczęśliwych, opuszczonym i odepchniętym, odgrodzonym od społeczności ludzkiej murem lęku i pogardy. Przez twoje w nim miłosierdzie i przez jego wstawiennictwo uczyń nas narzędziem twojej opatrzności, dobroci i pocieszenia dla wszystkich, którzy tego potrzebują. A jeśli woli twojej nie jest to przeciwne, racz go zaliczyć do grona swych świętych, nam zaś udziel łaskawie tego, o co Cię ufnie prosimy z pragnieniem twojej chwały i naszego dobra. Przez Chrystusa Pana naszego. Amen.

Modlitwa z liturgii Mszy Św.

W. Błogosławiony człowiek, który myśli o biednym. * Pan go ocali w dniu nieszczęścia.
K. Błogosławiony, kto z biednym współczuje.
W. Pan go ocali. (Ps 40,1; Prz. 14,21)

Boże, Ojcze wszelkiej pociechy, Ty powołałeś błogosławionego Jana (Beyzyma), prezbitera, do heroicznej miłości w służbie trędowatym, spraw, prosimy, abyśmy w duchu tej samej miłości głosili gorliwie Ewangelię Chrystusa wszystkim ludziom. Przez naszego Pana, Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, + który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, * Bóg, przez wszystkie wieki wieków.


Świadectwa łask otrzymanych za wstawiennictwem Błogosławionego Jan Beyzyma SI można przesyłać na adres:

Prowincja Polski Południowej
Towarzystwa Jezusowego,
Mały Rynek 8
31-041 Kraków