Monserrat Grases urodziła się 10 lipca 1941 roku w rodzinie Manuela Grases i Manolity Gracia. Dwuletnia Montse przeszła tak ciężki atak astmy, że lekarze wyrażali zdziwienie, że dziewczynka przeżyła, informując wcześniej rodziców o niebezpieczeństwie śmierci dziecka. Matka gorąco dziękowała Bogu, że dziecko zostało z nimi. Wspominała później: Kiedy pozostali domownicy obudzili się rano, byli bardzo zdziwieni Kochana Montsina! Widać, że Bóg chciał czegoś więcej… Przez około sześć miesięcy powracałaś do zdrowia przecież nie umiałaś ani chodzić ani jeść… Było ciężko, ale wyszłaś z tego i po chorobie nie został nawet najmniejszy ślad (…) Doktor Morgas powiedział, że gdybyś nie miała tak silnej natury nie zdołałabyś pokonać tej choroby… Dziewczynka odznaczała się żywą naturą i bystrością. Była wyjątkowo szczera - stąd czasem dochodziło do kłótni z rodzeństwem. Często też dawała rezolutne, zapadające w pamięć, odpowiedzi. Rodzice zadbali przy tym o Jej odpowiednie wykształcenie. Nauka szkolna przychodziła jej bez kłopotów, bo Montserrat, choć był przeciętnie zdolna, uczyła się chętnie. Edukacja w kolegium Jezusa i Maryi przebiegała pomyślnie, były to szczęśliwe lata Montse.

Pierwsza Komunia święta była ważnym wydarzeniem w jej życiu, do którego starannie się przygotowała. Spotkanie z Jezusem Eucharystycznym wywarło na nią znaczący wpływ. Od tego czasu często przystępowała do sakramentów. Naukę kontynuowała w szkole średniej prowadzonej przez Zgromadzenie Sióstr od Dzieciątka Jezus (hiszp. Damas-Negras). Przygotowując się do matury dodatkowo uczęszczała na lekcje fortepianu. Potem, gdy przystąpiła do Dzieła Bożego, zdolności i umiejętności gry na fortepianie i pianinie były jej osobistym wkładem. Po zdaniu egzaminów końcowych rozpoczęła naukę w Szkole Zawodowej dla Kobiet. Nauka obejmowała prowadzenie gospodarstwa domowego, lekcje rysunku, gotowania, prac artystycznych i rękodzieła. Mimo choroby w drugim roku nauki (1957 - 58) szkołę ukończyła dzięki wytrwałości oraz umiejętności organizacji i rozsądnego rozporządzania czasem. Umiejętności manualne chętnie wykorzystywała w pracy w domu, jednocześnie urozmaicała wspólne spotkania rodzinne ładnym śpiewem. Promieniowała radością i zwracała uwagę głębokim spojrzeniem. W stroju dbała o elegancję i prostotę. Wygląd zewnętrzny był dla niej istotny, wyrażała w ten sposób szacunek tym, z którymi była. Lubiła być zadbana, nawet wówczas, gdy już ciężko chora nie mogła wstawać z łóżka. W latach szkolnych uwielbiała wiele sportów: koszykówkę, tenis, ping-ponga, oraz wędrówki wysokogórskie z przyjaciółkami. Ducha sportowego wprowadzała tez do walki wewnętrznej.

W rodzinie Grases panowała atmosfera przyjaźni, życzliwości i zaufania. Dzieci zawsze mogły liczyć na na dobrą radę i zrozumienie rodziców, więc Montse nie miała przed nimi żadnych tajemnic. W takiej atmosferze Montse dorastała i kształtowała swoją osobowość. Wielodzietna rodzina ułatwiała dzieciom zaangażowanie w prace domowe. Dom rodzinny pełen światła i radości oraz postawa dziecięctwa duchowego i umiłowanie codziennych obowiązków, zarówno domowych jak i szkolnych, stworzyło w życiu Montse dogodna płaszczyznę dla jej duchowego rozwoju.  W 1953 r. rodzice Montse zwrócili się z prośbą o przyjęcie do instytutu świeckiego na prawie papieskim - Stowarzyszenia Kapłańskiego świętego Krzyża i Dzieła Bożego (od 1947 r. mogli doń wstępować małżonkowie; obecny status to prałatura personalna) uczącego, jak realizować powołanie do świętości także w życiu małżeńskim i rodzinnym. Etyka pracy i doskonalenia umiejętności w służbie bliźnim, duch miłości w wykonywaniu zadań i obowiązków, również tyczących nauki szkolnej, oraz umiejętność korzystania z wolności, którą wyznaczają jednak przykazania - to nauczanie przekazywali Montse Jej rodzice. Tam nauczyła się modlitwy, rozmowy z Panem Jezusem i powierzania Bogu codziennych zajęć, trosk i radości. Formacja pomogła pogłębić Montse również relacje rodzinne.

Wybór powołania kosztował Montsitę nieco wysiłku duchowego, co jednak istotne, rodzice pozostawili Jej całkowitą swobodę wyboru, a przede wszystkim wsparli modlitwą decyzje córki. Ostatecznie Montse zdecydowała się pójść drogą celibatu apostolskiego w Instytucie. Montse przywiązywała duża wagę do apostolstwa przyjaźni: pragnęła, aby również Jej koleżanki każdego dnia coraz bardziej przybliżały się do Boga i ogarniała ich sprawy modlitwą. Zapał apostolski rodził się z głębokiego życia wewnętrznego Montserrat: Panie, jeszcze za tę i za tamtą, żeby zechciały Cię pokochać, mówiła Panu Jezusowi. Temu apostolstwu towarzyszyły nieustannie drobne umartwienia i zwracanie się do swojego Anioła Stróża.  Montse rozważała Ewangelię św., praktykowała modlitwę różańcową, ponawiała akty strzeliste i komunie duchowe. W trudnych chwilach, jakich nie brak każdemu, pomocy szukała u Matki Bożej. Dążenie do świętości osobistej Montserrat Grases łączyła z codziennym rachunkiem sumienia. Co dzisiaj zrobiłam dobrego, co się Bogu podobało? Co zrobiłam, co mogło się nie podobać Panu? Co mogłam zrobić lepiej? Walka wewnętrzna - wykonywanie obowiązków z miłością, codzienne zmaganie się ze zniechęceniem, czy brakiem cierpliwości, życzliwości i uprzejmości wobec innych - proza życia wewnętrznego.

Po zimowej wyprawie w góry Montse zaczyna odczuwać dokuczać ból nogi. Stosowana terapia nie skutkuje, a kolejne badania nic nie dają. Ból staje się coraz bardziej dokuczliwy i utrudnia jej wykonywanie codziennych obowiązków. Montse jednak, na ile to możliwe, stara się nie zmieniać wcześniejszego trybu życia: zwraca również uwagę na to, aby nie absorbować nadmiernie rodziny i przyjaciółek z Klubu Llar (clubllar.org) . Latem 1958 r. lekarzom udaje się wreszcie wyjaśnić przyczynę trwających od pół roku dolegliwości: diagnozują u Montse Grases złośliwy nowotwór kości - sarkomę Ewinga (http://pl.wikipedia.org/wiki/Mi%C4%99sak_Ewinga).  Rodzice początkowo nie informują córki o wynikach badań: Matka w słowach pełnych ufności zwraca się do św. Josemarii Escriva de Balguer, Założyciela Opus Dei: piszę już po raz drugi, by prosić o modlitwę w intencji mojej córki Montse i chociaż powód mojej prośby jest teraz zupełnie inny, to cel pozostaje ten sam: aby Pan ukazał jej, pozwolił zrozumieć i zaakceptować Jego wolę, ponieważ właśnie teraz, kiedy miała wyjechać do Paryża i zamieszkać w nowym Akademiku uniwersyteckim, biopsja wykazała, że jest chora na raka. Proszę o modlitwę za nas i za nią". O chorobie Montse dowiaduje się od rodziców: wiadomość przyjmuje ze spokojem i całkowitym zawierzeniem Bogu. A tak rozmowę o tym wspomina Dyrektorka Ośrodka Llar - Lia Vila: Montse powiedziała: jestem gotowa. Właśnie byłam u spowiedzi i jestem bardzo zadowolona. Ksiądz powiedział mi, że wkrótce będę mogła cieszyć się przebywaniem blisko Boga. Jestem bardzo spokojna i bardzo zadowolona. Mam w sobie ogromny spokój. I pragnę woli Boga. Przypomnij  mi o tym, jeśli bym zapomniała... Po raz drugi oddaję się Bogu... . Mimo choroby ziszcza się marzenie Montse: wyjazd do Rzymu videre Petrum - zobaczyć Piotra. Po przylocie, Montserrat pierwsze kroki kieruje do Bazyliki, aby odmówić wyznanie wiary w intencji nowowybranego Ojca świętego Jana XXIII. Pobyt w Rzymie to dla niej okazją do spotkania ze św. Josemarią. Pielgrzymka umacnia ją przede wszystkim  duchowo - pisze: jestem gotowa na wszystko.

    Kiedy Montserrat nie może już wstawać łóżka, uśmiechem i życzliwym słowem rozsiewa pokój i radość, zwracając tym uwagę odwiedzających; z troską pyta o innych, znanych jej chorych. W początkach marca 1959 r. przyjmuje Sakrament Ostatniego Namaszczenia. Ofiarowuje swoje cierpienia z Kościół i za Ojca świętego. Żyje nadzieją Nieba: zapewnia, że gdy już Tam będzie, nie przestanie otaczać opieką swoich bliskich. Naznaczone cierpieniem dni ostatnie dni, Montse przeżywa z całkowitą akceptacją Woli Bożej, otoczona modlitwą różańcową rodziny. Jednym z jej ostatnich życzeń było, aby mogła patrzeć na oświetloną figurkę Matki Bożej chcę Ją zobaczyć, prosiła. Po wielu tygodniach cierpienia i bezsennych nocy, odchodzi do Pana w Wielkoczwartkowe popołudnie, w dniu 26 marca 1959 r. Doczesne szczątki Służebnicy Bożej Montserrat Grases od 1994 r. znajdują się krypcie kaplicy Colegio Mayor Bonaigua (bonaigua.org) w Barcelonie.

Służebnica Boża Montserrat Grases może być z pewnością orędowniczką nie tylko dla tych, którzy zmagają się z chorobą, ale i dla spotykających trudności na drodze rozeznania swojego powołania życiowego, dla starających się wzrastać w cnotach: radości i szczerości, czy dla tych, którzy maja kłopoty z codziennym rachunkiem sumienia.

Modlitwa

O Boże, który udzieliłeś swej Służebnicy Montserrat łaski radosnego oddania się Twojej Woli, przeżywanego pośród świata z godną podziwu prostotą, spraw, abym ja również potrafił z miłością ofiarować Tobie wszystkie moje codzienne czynności i przemieniać je w chrześcijańską służbę bliźnim. Racz uczcić swą Służebnicę i przez jej wstawiennictwo udziel mi łaski, o którą Cię proszę... (Wymień swą prośbę). Amen.

Ojcze nasz ..., Zdrowaś Maryjo ..., Chwała Ojcu ...

świadectwa łask otrzymanych za wstawiennictwem Służebnicy Bożej Montserrat Grases można przesyłać na adres:

Wicepostulacja Prałatury Opus Dei w Polsce
ul. Górnośłąska 43
00 - 432 Warszawa

Zgodnie z dekretem Ojca świętego Urbana VIII, Redakcja nie ma zamiaru uprzedzania tym artykułem w jakikolwiek sposób orzeczenia Kościoła, a modlitwa nie jest przeznaczona do odmawiania publicznego.