Jezu, żebym zawsze robiła to, czego Ty chcesz
To zdanie Aleksji, które wypowiadała za każdym razem, kiedy przyklękała przed tabernakulum, stało się aktem strzelistym powtarzanym przez bardzo wiele osób. Wypowiadają je kapłani, którzy uczą dzieci tego zdania na katechezie, żeby one również przyzwyczaiły się do wypowiadania go przed tabernakulum; dziewczynka, która umieszcza je w swojej pamiątce Pierwszej Komunii Świętej jako najlepsze życzenie na ten tak ważny dzień; kleryk z Peru, który zapewnia, że uczynił z tego zdania motto swojego życia... A jest też ktoś, kto twierdzi, że to o wiele więcej niż zdanie, że to zobowiązanie.
Osoby starsze i młodzi, zakonnicy i mniszki klauzurowe, mężczyźni i kobiety, dzieci, ludzie wszystkich klas i kondycji, z najbardziej niespodziewanych i odległych miejsc mówią nam, że często powtarzają Jezu, żebym zawsze robił to, czego Ty chcesz. Pan wzbudził w wielu duszach pragnienie, żeby to zdanie Aleksji uczynić swoim.
Zdanie, którego nikt jej nie nauczył, którego nigdzie nie przeczytała ani nie usłyszała. Miała zaledwie sześć lat, kiedy matka zasugerowała jej, że ładnie jest powiedzieć coś pełnego miłości Jezusowi przyklękając przed tabernakulum. Wówczas z wielką naturalnością a nawet z pewnym zdziwieniem, że matka proponuje jej coś, co było u niej naturalne, odpowiedziała: "Oczywiście, mamo, mówię Mu: Jezu, żebym zawsze robiła to, czego Ty chcesz!".
Zdanie to bez wątpienia było działaniem Ducha Świętego w duszy
dziewczynki, ona zaś błyskawicznie je przyjęła i zawsze powtarzała.
Obecnie, kiedy, wydaje się, że tylu ludzi żyje odwróconych plecami do Pana Boga lekceważąc Jego prawo, co jest echem owego okrzyku Lucyfera: "Nie będę Ci służył" - zdanie Aleksji brzmi jak stały akt zadośćuczynienia powtarzanego z miłością przez wiele dusz.
Oby Bóg zechciał, żeby nie był to tylko powtarzany pobożnie po wielekroć akt strzelisty. Niech będzie to nawet więcej niż pragnienie. Niech to zdanie skonkretyzuje się w stałym zamiarze mówienia Bogu: "tak", naśladowania Go z bliska, aby w ten sposób, zatopić zło w obfitości dobra.
Niech wstawiennictwo Aleksji uzyska dla nas od Pana łaskę spełniania zawsze Jego woli. W dobrych chwilach i w trudnych okolicznościach, z przekonaniem, że prawdziwe szczęście polega na byciu posłusznym temu, czego żąda od nas Bóg.
Jeżeli każdy z nas stanie się lepszy i postaramy się, żeby lepsze stało się nasze otoczenie, świat również stanie się lepszy. Jednakże stanie się tak w takim stopniu, w jakim, niczym Aleksja, będziemy umieli powiedzieć z całego serca i w każdej chwili: Jezu, żebym zawsze robił to, czego Ty chcesz.
Ucałujcie ode mnie Maryję
To zdanie powtarzała Aleksja, kiedy jej rodzice udawali
się na chwilę w odwiedziny do Najświętszej Maryi Panny Pięknej
Miłości, która z kapliczki w campusie Uniwersytetu Nawarry, przewodzi
staraniom tych, którzy tam studiują, pracują i poddają się formacji
oraz im samym, a także chroni ich i ich wysiłki.
Z okna swojego pokoju zazwyczaj kontemplowała kapliczkę i ludzi, którzy tam wchodzili i wychodzili, w większości młodych, którzy w drodze na różne wydziały zatrzymywali się kilka chwil przed wizerunkiem Maryi.
Aleksja śledziła ich wzrokiem i sama, unieruchomiona w fotelu na kółkach udawała się sercem do kapliczki, żeby paść na kolana przed figurą Najświętszej Maryi Panny, którą znała tylko z obrazków.
Kiedy jej rodzice, zachęceni przez swoje dzieci, a przede wszystkim przez Aleksję, szli do kapliczki szukać wsparcia i pociechy i ofiarować dręczący ich ból, zalecenie Aleksji było zawsze takie samo: "Ucałujcie ode mnie Maryję", zalecenie, które spełniali niezwłocznie wkładając w nie całą swoją miłość.
Pocałunek dla Maryi! Ileż razy Ją całowała! Od małego nauczyła się patrzeć z miłością na Maryję zawsze, kiedy przechodziła obok Jej wizerunku. Było to coś, czego nie opuszczała. Od małego spojrzeniu towarzyszył głośny pocałunek. Kiedy stawała się większa, pocałunek nie był tak ostentacyjny. Przesyłała go za każdym razem, kiedy wpatrywała się w wizerunek Maryi, dyskretnie, niemal niedostrzegalnie, tak, że zauważali go tylko ci, którzy o nim wiedzieli.
Aleksja miała czułą pobożność, wolną jednak od głupstw. Umiała wykonywać drobne czynności będące dowodem trwałości jej uczucia, nie wyprawiała zaś dziwactw. W soboty zazwyczaj stawiała jakiś kwiatek przed Maryją królującą w pokoju dziennym w jej domu, zaś w maju umieszczała na wyróżnionym miejscu mały obrazek, który miała w swoim pokoju. Otaczała go roślinami i kwiatami i stawiała przy nim świecę. Kiedy wracała ze szkoły, najpierw szła tam, zapalała świecę i przez kilka minut się modliła.
Podczas swojej choroby miała obok siebie obrazek Maryi i starała się, żeby nigdy nie zabrakło mu świeżych kwiatów. W soboty prosiła swoich rodziców i rodzeństwo, żeby zamówili jej bukiet do kaplicy szpitala czy kliniki, gdzie się znajdowali.
W ostatnich dniach życia, kiedy bliskie było już jej odejście do Nieba, mówiono jej, że Maryja przygotowuje jej mięciutkie łóżeczko, gdzie będzie mogła swobodnie zmieniać pozycję. Kompletnie unieruchomiona Aleksja, leżąca na twardym łóżku uśmiechała się w oczekiwaniu tej szczęśliwej chwili.
Szła na spotkanie tej najukochańszej Matki, "która kocha cię bardziej niż ja cię kocham - mówiła jej matka - chociaż nie mogę sobie wyobrazić, że ktoś kocha cię bardziej niż ja". Natomiast Aleksja stwierdzała bez wahania: Tak. Owo "tak" było ciągle powtarzane i pełne ufności do dobrej Maryi, którą tak bardzo umiłowała.